poezja

Jak podaje Biblioteka Narodowa, co drugi Polak w zeszłym roku nie zapoznał się bliżej z żadną książką. Większość osób tłumaczy to tym, że przecież swoją wiedzę czerpią z życiowego doświadczenia i książki nie są im do niczego potrzebne, w dodatku są dla nich jedynie stratą czasu, które oni nie mają. A przecież każda książka zawiera jakąś mądrość i tylko ktoś zaślepiony może wmawiać innym, że książki Dostojewskiego są lepsze niż pozycje autorstwa Dana Browna. Tylko ktoś niedouczony i zamknięty w swoim światopoglądzie może twierdzić, że Szekspir jest lepszy od Harlequina. Wartościowymi pozycjami książkowymi są nawet książki przygodowe, sensacyjne, a nawet felietony motoryzacyjne. Różne gusta, jeśli chodzi o czytanie książek mogą przecież na przykład sprowokować do ciekawej dyskusji, a to już jedna z korzyści. I nigdy nie będzie sytuacji, że nie ma o czym rozmawiać na spotkaniu towarzyskim, wystarczy zapytać „A czytaliście…?” i problem krępującej ciszy znika. Zakładając oczywiście, że nasi rozmówcy wychodzą z tego samego założenia co my – że nie ważne jakie pozycje, ale czytać ogólnie warto!

Teoria, o której za moment napiszę istotnie może dziwić, a nawet niektórych oburzać. Nie mniej jednak nie można obok niej przejść obojętnie. Otóż wielu badaczy literatury okresu renesansu stawia śmiałą tezę mówiącą o tym, iż „Treny”, które czarnoleski poeta napisał po śmierci swojej najmłodszej córki, nie są jedynie próbą opisania smutku, żalu i bólu po stracie najbliższej osoby. Nie są też one jakimś katharsis, które autorowi miałoby pomóc pogodzić się z odejściem Orszulki. Dla Kochanowskiego „Treny” były środkiem do ukazania i przekazania szerszej publiczności poglądów, które, jak sądził, nastąpią po czasach mu współczesnych. Całość „Trenów”, to kłótnia i bunt autora. Kłótnia nie tylko z samym sobą, ale także z Bogiem oraz bunt przeciwko iście renesansowej filozofii zapożyczonej z czasów dawnych – stoicyzmowi oraz racjonalizmowi. Nie mniej jednak nagromadzenie we wszystkich Trenach odniesień do Boga i świata pozaziemskiego sprawia, iż tekst w swym przesłaniu bliższy jest konwencji barokowej niż renesansowej. Pamiętać bowiem należy, iż barok kładł największy nacisk na myśl chrześcijańską połączono z hasłami reformacyjnymi i kontrreformacyjnymi. Główni filozofowie tego okresu niezwykle mocno w swych dziełach akcentowali znaczenie wiary i Boga (Pascal) oraz zbawienia. Wszystko było częścią Boga. To koronne i najbardziej reprezentacyjne hasło i zarazem sposób pojmowania świata, który prezentował Baruch Spinoza.

Wie to już z całą pewnością każdy, nie mniej jednak warto jest cały czas to podkreślać i to z wielkim smutkiem. Z roku na rok Polacy czytają coraz mniej. Niestety sprawa jest już całkiem opłakana, kiedy chcieć zacząć dyskusję o czytaniu poezji. Wierszy już nie czytamy prawie w ogóle, a przecież mamy i mieliśmy tak cudownych poetów jak Mickiewicz, Miłosz, Herbert czy Szymborska. Ale cóż nie należy wymagać od społeczeństwa, że będzie chciało brnąć i wnikać w zawiłe poetyckie metafory, skoro nawet literatura pisana prozą i to nie językiem ezopowym nie ma wzięcia. Martwić też powinien choć częściowo fakt, że pozycją, która najbardziej podwyższa statystykę ilości przeczytanych książek, jest każda kolejna odsłona przygód Harry’ego Potter’a. Nie sięgamy już po klasykę, a i nawet dobry kryminał już jakoś nam „nie podchodzi”. Żeby jednak zakończyć pozytywnym akcentem nadmienię, że oprócz kolejnych części sagi o czarodzieju z Hogwartu najchętniej wciąż czytamy Kapuścińskiego, Cejrowskiego i Leszka Kołakowskiego. Choć to niech trochę nas – czytelników – pocieszy w tych ciężkich dla książek czasach.